Dwory pańskie w XVIII wieku

Dwory pańskie w XVIII wieku
 
Dwory pańskie bywały bardzo liczne: składały się one głównie z samej szlachty, synów obywatelskich, dworzan, pokojowców, giermków alias paziów: lokajów i kamerdynerów nie znano. Byli za to hajducy, pajuki w barwie i laufry w właściwem sobie odzieniu. Dworzanie ubierali się jak się im podobało, ale na pokoje występowali przy pałaszach i w ładownicach; brali wprawdzie bardzo szczupłą gażę zwaną solarium, lecz panowie prezentami ich podsycali. Musieli mieć konie dzielne, rzędy sute, bo w stolicy lub na wizytę wszyscy stawali kawalkatą około karety, w której pan lub pani jechała. Kareta ozdobiona była z przepychem, herbami i insygniami dostojności, którą pan piastował; ciągnęły ją konie wedle ówczesnej mody tarantowate jak lamparty, białe z pąsowemi albo zielonemi grzywami, lub izabellowe jasno-cieliste, z białemi nozdrzami, ogonami i grzywami, a oczami czerwonemi. Tę rasę sprowadzano z Hiszpanii; śladu już jej teraz nie ma, a i tarantowate także wyginęły. Białe z pąsowemi lub zielonemi grzywami można by i dziś mieć; malowano je bowiem, a i tarantom się to trafiało, że gdy do cugu jednego lub dwóch brakło, malarz z białego umiał na taranta przerobić. Szory na konie złocone były, z czubami na łbach złocistemi, jedwabiem przerabiane, piórami strusiemi przyozdabiane; stangret i foryś odziani byli w żupanach i ferezyach z wysokiemi kołpakami, za karetą stawali czterech hajduków. Jeśli pani jechała, taż sama bywała aparencya, z tą tylko różnicą, że na stopniach stali paziowie; takie ekwipaże, ja jeszcze w r. 1785 w Warszawie widziałem u starych panów i pań dobrze podeszłych, trzymających się dawnej mody. Ekwipaż poprzedzali dwaj lub jeden z harapnikiem laufer w kolej; jeden też z dworzan wyznaczony był do ręki pani, gdy do kościoła lub pałacu wchodziła, i podawał ją z daleka jak do tańca o krok naprzód postępując. Paziowie ogon długi nieśli.

Pokojowi, była to służba pałacowa jednakowo ubrana, zawsze przy pałaszach, stojąca za panem, panią i gośćmi z talerzami u stołu; tym się często trafiało leżeć na kobiercach; uczyli się powinności dworskich w przyjmowaniu gości, przy stole, rozbierając na powietrzu kapłona i t. p. Paziowie był to dobór pięknych dzieci szlacheckich, pospolicie z hiszpańska bogato strojnych, których panie za dojściem do młodzieńczego wieku posuwały na dworskich, kupowano im szarże w wojsku lub wyrabiano urzęda powiatowe i wojewódzkie, żeniono ich zyskownie albo w służbie kościoła promowano na wysokie w hierarchii stopnie. Zgoła paź wielkiego pana całe życie był protegowany przez jego familją, jako z dzieciństwa mający w niej zasługi. Laufrów odziewano z hiszpańska w lekkie materye, w trzewiki, z kaszkietem na głowie z herbem pańskim i piórami strusiemi, którego nie zdejmowali nigdy ani w kościele, ani w sali posługując do stołu. Każdy pan trzymał prócz tego żołnierzy nadwornych, piechotę i konnicę, i miał także Kozaków dworskich i do posyłek. Panie miewały jeszcze przy sobie panienki szlacheckie pod tytułem panien respektowych, do których trzymały guwernantki, ochmistrzynie, obowiązane czuwać nad obyczajami, ich nauką i tem wszystkiem, co należało do dobrego wychowania i właściwe było szlacheckiemu urodzeniu.

Gdy pani wychodziła na pokoje, u siebie lub w gościnie, wszystkie panny respektowe musiały się przy niej znajdować dla assystencji; obowiązkiem pań było wydawać je za mąż, a wychodzące z domu opatrzyć wyprawą i posagiem...

Marszałek dworu musiał być koniecznie posesyonatem i jakimś urzędnikiem powiatowym lub wojewódzkim; on zastępował gospodarza domu, pod jego dependencyą byli dworzanie, w ścisłym bardzo dozorze pokojowce, paziowie, cała barwa (tak wówczas zwano liberyą) i kuchnie. Do innych wydziałów byli osobni urzędnicy; podczaszy (piwniczy), koniuszy, szatny, który ogromną i bogatą garderobą pańską zawiadywał, jako to żupanami ze złocistych lub srebrnych materyi, kontuszami ozdobnemi w sznury pereł uryańskich, lub szamerowanemi łańcuchami brylantowemi, z guzami kameryzowanemi, ze spinkami z drogich kamieni — pasami złotemi, srebrnemi, szalowemi perskiemi, chińskiemi, indostańskiemi i t. d.

U niektórych panów osobni nawet byli urzędnicy zawiadujący kulbakami i rzędami na konie, które bywały bardzo kosztowne, wybijane blachą srebrną, pozłocistą, sadzone turkusami, ze strzemionami i wędzidłami złotemi od wielkiej parady. Nie razem jeszcze je widywał, dziś ich już nie zobaczyć.

Dalej jeszcze składały się dwory z pajuków, hajduków, kredencerzy; to było w barwie, którą dziś liberyą zowią, koniecznie w kolorze rodzinnym, zastosowanym do barwy tarczy herbowej. Świętokradztwem było i zbrodnią niedarowaną cudze sobie przywłaszczyć kolory, od naddziadów spadały na wnuków farby i kroje barw dworskich.

Pajuki nosili żupany długie, spod których jednak widać było spodnie, pasy które pan rozdawał, na wierzch delję rozpiętą. Żupan i delja ozdobione były pętlicami złotemi, srebrnemi, złotniczemi lub szmuklerskiemi, jedwabnemi lub kamelorowemi; na wygolonej wysoko głowie mieli czapki spiczaste, obwinięte materyą koloru herbowego, której ani na pokojach, ani nawet w kościele nie zdejmowali. Służby tej używano tylko w domu, w pokojach; dobierano do niej ludzi wysokiego wzrostu, pleczystych, z dużemi wąsami. Hajducy mieli czekczery bardzo obcisłe od pasa do stóp, z tyłu od zgięcia kolana czekczery te spinały się na bardzo duże srebrne lub pozłacane wypukłą robotą haftki, nogi w sznurowanych ciżemkach czerwonych, żółtych lub czarnych. Cały lejbik i czekczery burtami strzyżonemi, jedwabnemi albo kamelorowemi były po szwach obszyte; na przedzie takąż robotą jak haftki były pętlice. Na głowie włosy zapuszczone, ujęte w kosę z tyłu jak węgorz długą, z przodu od skroni oddzielone w sploty pozwijane, spadały na ramiona jak pejsy żydowskie. Pokrywali głowę krągłym kapeluszem z szerokiemi skrzydłami, przytem wąs duży byt koniecznym: oba te stroje w samej rzeczy były bijące w oczy i w swoim rodzaju piękne. Na hajduka dobrze zrobić odzienie było wielkim kunsztem; dobierano zwykle na nich jak najlepiej; zbudowanych ludzi. Takich hajduków i pajuków panowie po kilkudziesięciu miewali, ale i szlachta uboższa na prowincyi, musiała też mieć choćby po jednym hajduku i pajuku.

Pajuk stawał przy pani około ławki w kościele, z książkami, w gościnie z talerzem u stołu, zawsze w wysokiej swej czapce na głowie. Hajduk trzymał przy panu pałasz, kiedy nie było wielkiego festu, w uroczyste bowiem dni wszyscy szli do kościoła przy pałaszach.

W r. 1786 zastałem jeszcze w Warszawie wiele pańskich domów, jeżdżących z kawalkatą ekwipażami jakiem powyżej opisał; trzymały one hajduków i pajuków, ale młodzi ludzie i młode damy już miały lokai, a kawalerowie huzarów za karetą i krzesłem stawających. Ci niewiele się różnili w stroju od hajduków, tylko że huzar miał pałasz, mentyk i ładownicę. Król taką samą miał służbę, a książe prymas trzymał hajduków, którzy należeli do parady jaką niżej opiszę. I król i książe prymas mieli także pajuków, którzy po dwóch w każdych drzwiach zamku stawali i takąż służbę pełnili w izbie sejmowej; ubiór ich był taki jakim wymienił wyżej, ale za pasem nosili zatknięte kindżały. Prymas do śmierci taką służbę chował, król nie wiem czy ją z sobą po abdykacyi do Grodna i Petersburga przeniósł.

Widziałem dwa razy księcia prymasa występującego w całej paradzie na celebrę uroczystą, officyalnie jadącego do kościoła św. Jana i do dworu. Naprzód szła przed nim eskorta gwardyi konnej z oficerem, za nią na koniu marszałek dworu z podniesioną laską jak przed królem marszałkowie wielcy, a ten powinien był z prawa być koniecznie senatorem jak u króla. (U króla marszałkiem nadwornym był Alexandrowicz, kasztelan podlaski, u prymasa Oborski, kasztelan ciechanowski; ci mieli osobny stół, do którego w imieniu króla lub prymasa przez bilety zapraszali).

Za marszałkiem jechał koniuszy, za nim dwaj masztalerze przy pałaszach, za temi piechotą pięćdziesięciu hajduków, na czele ich jeden z wysoką laską zakończoną ogromną gałką wyzłacaną z kordonem złotym jak u tamburinażorów. Hajduki za pasem mieli berdysze alias siekierki z długiemi toporzyskami, zwano ich kapłonkami prymasowskiemi, chociaż liberyę mieli dworską. Dalej przed karetą jechał ksiądz krucyfer z wysokim srebrnym krzyżem na koniu, ten musiał być albo wysokim jakim prałatem, albo opatem i t. p. Naówczas był nim Szydłowski, opat płocki. Za tym znowu jechali koniuszy i dwóch masztalerzy, jak za marszałkiem, nareszcie postępowała kareta sześcią końmi ubranemi w czuby, w szory złocone, z licami jedwabnemi, stangret i foryś w ferezyach. Kareta do takich tylko aktów używana, obrzędowa, ozdobiona była insygniami państwa i prymasowskiej godności, herbami rodzinnemi jego, na wierzchu zakończona gaikami złoconemi, na kształt wazoników, w pośrodku infułą i pastorałem; cała była w taflach przezroczystych.

W niej siedział prymas w głębi, a na przedzie dwaj biskupi towarzyszący mu. Za karetą stali czterej lokaje, szli jeszcze pieszo czterdziestu pajuków, a kończył ten szereg oficer z eskortą, jak na przedzie. Jeżeli prymas jechał dokąd prywatnie, tedy albo w soliterce (karetce na jedną osobę) albo w vis-a-vis, karecie z siedzeniem na przedzie, ale tak wąskiej, że się tylko jedna osoba w głębi, druga z przodu pomieścić mogła. Naprzeciw niego siedział biskup lub senator. Takich soliterek i vis-a-vis, panowie i panie używali do wizyt także, nawet etykietalnych.

W r. 1785 zastałem wielu panów i znaczną część szlachty już w stroju francuskim, a w r. 1788 panowie wszyscy niemal młodsi i szlachta znowu pobrali żupany i kontusze. Stanisław August od początku niemal panowania swego starał zbytki w stroju kosztownym ukrócić, gdyż te i rujnowały i oddzielały widocznie szlachtę od panów. Nie jeden magnat dźwigał na sobie kilka wiosek lub cały klucz jaki, czemu szlachta dorównać klejnotami dziadowskiemi nie mogła.

Ustanowiono na sejmie grodzieńskim mundury wojewódzkie w r. 1780, pod tytułem Leges sumptuariae, był to własny pomysł Stanisława Augusta. Po tego, już w epoce w której piszę, dwory panów powoli upadać zaczynały, ubywało dworzan i pokojowców, a chociaż możniejsi jako Czartoryscy, Radziwiłłowie, szczególniej ks. Karol panie kochanku, ks. Stanisław Lubomirski wojewoda kijowski, Szczęsny Potocki i inni, po roku 1786 otaczali się licznemi gronami szlachty, nie była to już służba jak dworska, raczej klienci i przyjaciele, których panowie do wyższych swych interesów używali, jako to na posłów, deputatów, sędziów, doradców w sprawach osobistych i krajowych. Historya mundurów przypomina mi anegdotę, tyczącą się ks. Karola Radziwiłła, który nazajutrz po wydanem prawie, stawić się miał u króla w mundurze województwa Wileńskiego, kontuszu granatowym tak wytartym i połatanym, że zdawało się, jakby go wczoraj na tandecie kupiono. Król trochę go obejrzawszy nie mógł się powstrzymać, żeby nie spytać o przyczynę takiego stroju. Na to książe Karol trzepiąc się po kontuszu: — Panie kochanku, Najjaśniejszy panie, bo to ten kontusz już na szesnastym (?) wojewodzie Wileńskim... nie każdemu, panie kochanku w takie się stare stroić łachmany. Król zjadł przymówkę nie dając poznać po sobie, że go dotknęła.

W mojej młodości, w Warszawie i na prowincyi, wielkie jeszcze i w stołach widziałem zbytki. Dzielono ucztę na trzy dania, a wszystkie tak obficie zastawiano, że gdyby biesiadnicy po trzy brzuchy z sobą mieli, nie potrafiliby spożyć wszystkiego; danie każde miało osobną i kosztowną zastawę, dworzanie z półmisków częstowali i gospodarzyli. Ta moda stara już przed sejmem 1788 roku ustała, kamerdynerowie zaczęli obnosić półmiski, ubierano stoły w tafle zwierciadlane z pięknemi złoconemi galeryjkami i kryształowemi ozdobami. Te kładziono wzdłuż przez cały stół, a na nich stawiano figurki porcelanowe, koszyki i inne cacka misterne, żyrandoliki z kryształowemi wisidełkami do świec i t. p. Na wielkie obchody, wysypywali w pośrodku stołu cukiernicy kolorami herby osób które fetowano, w koło tafel z obu stron ustawiano konfitury, blanmanże, galarety, owoce i co do deseru należało. Nie mógł być stół piękniej i dla oka powabniej ubrany, osobliwie wieczorem przy świecach ślicznie się to wydawało. Niektóre z tych przyborów stołowych od dwóchset do ośmiuset czerwonych złotych płacono. Taki garnitur powinien by się znajdować jeszcze w Korosteszowie u pana Gustawa Olizara, bom go widywał u jego ojca, podczas gdy sprawiał funkcyę marszałka trybunału. Serwisy owe srebrne, po sto i więcej funtów ważące, jaki jest jeszcze u senatora Ilińskiego po jego ojcu, ta nowa moda całkiem wyrugowała.

 

Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego