Sprawiedliwość trybunału za Augusta III

Jędrzej Kitowicz

O reasumpcyi trybunału za Augusta III

 

[...]

Sprawiedliwość trojakie miała pobudki, z których następowała: jedna była podług prawa i sumnienia, kiedy sprawa toczyła się między osobami z siebie słabymi i żadnego wsparcia od panów nie mającymi. Druga była kupna i przedajna, tą handlowali deputaci z pacjentami bogatymi, wziętymi, reputacją w narodzie mającymi i wszelkich sztuk na zepsucie sumnienia sędziowskiego, czyli jak mówią: korupcją, zażyć umiejącymi. Niekoniecznie albowiem deputaci samym złotem dawali się przekupować, szli oni za powabem przyjaźni, za obietnicą wzajemnej przyszłej odsługi i za ponętą podwiki i pulchnego gorsa, które ojcowie i mężowie mający sprawy do trybunałów jako pewną pomoc słabym na czas dokumentom zwozili. Trzecia sprawiedliwość wypływała od panów trząsających trybunałami. Każdy deputat, który za protekcją pańską (jako się wyżej napisało pod reasumpcją trybunatów) utrzymał się przy funkcji, swego protektora stawał się niewolnikiem. Już tam nic nie ważyła ani nowo ofiarowana korupcja, ani przyjaźń, ani powab urody, ani czystość sprawy, ani moc prawa i dokumentów. Na to wszystko zatkane były oczy i uszy, a sentencja wypadała ślepo podług rozkazu pańskiego.

Kto według takiego wyroku miał sprawę przegrać, musiał ją przegrać, by też była najlepsza; kto miał wygrać, wygrał, by też była najgorsza, bo te rzeczy jeszcze przed funkcją były ułożone i na podczciwość (jeśli się tak zwać powinno odważone sumnienie) zaręczone. Czasem deputaci tacy byli tylko obowiązani do jednej sprawy, po której podług przykazania pańskiego odbytej mieli zupełną wolność trzymać się świętej sprawiedliwości albo też jej frymarkiem szukać sobie nowych zysków, czasem zaś bez pewności liczby zaręczali usługę swoją każdej sprawie, za którą instancja pańska zachodziła, pewnymi terminami między panem i deputatem umówionymi, ad instar klucza tajemnego w liście rekomendującym sprawę wyrażona. Jeżeli trzeba było jakiej sprawy nie dopuścić dlatego, że i twórcy trybunałów nie zawsze mogli mieć wszystkich po swoich plecach deputatów, a mianowicie marszałka, który nieraz swoim protektorom zęby pokazywał, innym wiatrem zawiany, nie doszła ona, choćby była najpierwsza w regestrze. Jeżeli trzeba było, ażeby ta a ta sprawa doszła, musiała dojść, chociażby była tysiącem wpisów poprzedzona. Do czego takich zażywano sposobów: aby sprawa nie doszła, pilnowano mocno regestru, w którym była, i kiedy już taka sprawa następowała, marszałek – kiedy był po tejże stronie – nagle porzucał ten regestr, a brał się do innego, to jest taktowego lub directi mandati, który mógł być brany każdej godziny, albo kazał odwołać sądy. Kiedy marszałek nie był po tej stronie, to deputaci obowiązani do niedopuszczenia sprawy nagle zrywali komplet zmyśloną chorobą albo odjazdem z trybunatu niespodzianym, albo kilkodniowym na łóżku w stancji spoczywaniem, póki nie minął czas regestrowi, w którym była sprawa, służący.

[...]

Tekst dzieła można znaleźć na: http://literat.ug.edu.pl/kitowic/index.htm

Jedrzej Kitowicz – Opis obyczajów za panowania Augusta III