Zamach Piekarskiego na króla Zygmunta III Wazę

W niedzielę, jako jest zwyczaj, kiedy publice król jegomość mszy słuchać ma, szedł do kościoła ze zwyczajną gwardią. Dwór i senat wszystek naprzód. Pod ręce króla jego mości dwaj biskupi prowadzili. Królewica za królem też prowadzono, a pacholęta i młódź za nim. Trafiło się wchodząc w kościół, iż pismo jakieś noweo drzwi kościelnych było przybite, które czytając któlewic jego mość zatrzymał się trochę, a król jego mość, zwyczajnie idąc, nikogo nie miał za sobą, ponieważ wszystka gwardia, to jest halabardnicy i piechota, u drzwi ościelnych zostawszy, a pacholęta i mlódź wszystka przez królewicza jego mość we drzwiach czytając[ego] tamto pisma zatrzymana, plac goły za królem jego mością za królem czyniły. A ten isty Piekarski, utaiwszy się za drzwiami kościelnymi, co się w kościół otwierają, a mając czekan w ręku, wypadł za królem jego mością, mając plac goły i snadny przystęp, i okrzykiem wielkim uderzył obuchem prosto w głowę królewską. Pan Bóg chciał, iż chybił w bok trochę. Potem i drugi raz poprawiwszy się nie uczynił jednak szkodliwego razu, jako chciał. Król jego mość na ziemię upadł. Księża uciekli, króla na ziemi obieżeli.

Żołnierz jeden podniósł króla z ziemi. Jego też tam zaraz złapano. Rumor wielki w kościele się wszczął. Trwoga. Rozmaicie każdy rozumiał i mówił. Pomyślano było o wielkich stanach, zatem o zmianach przenajęci od Turków. Jako po świeżej porazie naszych z hetmany nie ostrachało się jeszcze było serce. I tak [wołano], iż już Tatarowie na Pradze. Już się przeprawują przez Wisłę – drudzy twierdzili. Z kościoła się [wszyscy] rozwinęli [i] miasto zamknęli. Aż [dopiero kiedy] się rozpatrzyli, że Tatarowie aż w ordzie jeszcze byli, toż [wtedy] miasto odemkniono. Piekarskiego do więzienia wzięto.

Sądzono go w senacie, osądzono na gardło. Tracono takim sposobem: był prowadzony na wozie czterema końmi, na którym uczyniono było siedzenie wysoko [jemu] i katom, iż widać ich było wszystkim ludziom. Wyjechali z zamku na wał bramą, a wjeżdżając na Przedmieście Krakowskie , także z ulicy w rynek wjeżdżając, i z rynku na ulicę ku Nowemu Miastu, także na Nowe Miasto w rynek wjeżdżając, siepał go kat kleszczami rozpalonymi, a tam mu na Nowym Mieście teatrum było zbudowane, na które z nim wszedłszy oprawcy pod ręce na zad związane podsadzili dymnicę z ogniem, siarki weń nasypawszy, palili je mieszkami dymając. Potem zszedłszy z nim z góry, te cztery konie wyprzęgłszy z wozu, poprzywięzywali postronki do rąk i do nóg, chcąc go roztargnąć, ale iż temu dosyć nie mogi uczynić, nacinał kat siekierą, a wycinając konie, urwali mu nogę prawą. Zatem samego wziąwszy i te targane członki włożyli na stos drew i spalili. Twierdzili potem różni ludzie, a ile przekupki białegłowy, iż widywać było na tamtym miejscu, po kilka nocy, światłość jakąś, jakoby świecę zapaloną. [Tak] prawdali. Nie twierdzę, [że tak było,] bom sam nie widział, ale [jeno] słyszał od różnych.

Zamieszczony fragment opisuje okoliczności zamachu na króla Zygmunta III. Samo wydarzenie spowodowało nie lada zamieszanie. Wyrok na sprawcy i wykonanie kary przeszło do języka – pleść/bredzić jak Piekarski na mękach.

Tekst na podstawie wydania Jana Zakrzewskiego z 1838 r. oraz Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie 1610-1612. wydawnictwo Platan.

 

Samuel Maskiewicz – Pamiętniki