A w robocie ludowi nędzne odpoczynienie dają, czytania pisma nie dopuszczają

[...]
W każdym mieście albo wsi, wedle wielości osób i przestrzeństwa miesca, mają domy jeden, dwa albo kielko, w których pospołu mieszkają, mezczyźni osobno białogłowy też osobno w gmachach robiąc, a łoża gdzie legają telko płótnem między sobą zprzesłaniali albo zacienili. Mają winnice, ogrody, role, majętności jako i inni ludzie na świecie, pieniądze i skarb niemały, w tem tylko różnica od ludzi innych, iż tam nie szafuje żaden własnego zarobku, jedno którego oni obiorą do tego, ani władnie żadny tym, kto tam co przyniesie do nich z sobą, telko ci, którym ten urząd zlecą. Takowe urzędniki zową między sobą, jako je nazywa Ewangielja Jezusowa, jako i w rzymskiej sekcie, Biskup jeden nastarszy, drudzy Senjorowie albo starszy. A ci to we wszystkiem rozkazują i rządzą, szafują, a oprócz ich wolej, żadny nic nie czyni, nie mówi w społeczności, ani wychodzi, ani robi; ci opatrują wszystkie odzieniem, ci wydawają na żywność wszystkim do jednej kuchnie wedle ich samych wolej i zdania. Ci to starszejsi co rozkażą, kędy kogo, tak uboższego, jako bogatszego, który między niemi mieszka, obrócą albo poślą: choć do posługi, choć do roboty, to czyni każdy z wielką pokorą i posłuszeństwem, a próżnującego żadnego nie chowają, ale każdy robi robotę sobie naznaczoną, jeśli nie rzemiosło, których się uczą między sobą, do którego kogo obrócą (nie jakieby sobie obierał), albo w młynie, albo na roli, albo na winnicy robi, tedy albo młóci, albo drwa rąbie, jeśli kto mocniejszy (jakoż i nasze młodzieńce, godne w nauce i w językach do cep obrócili, gdy do nich przyszli, i do siekiery), albo do innych posług obracają.


Z tych rzemiosł ci starszy odbierają i mają w mocy roboty ich wszystkie i przedają cokolwiek zbywa nad ich potrzeby, jako gospodarze.


W takowej społeczności ich kto chce mieszkać, tedy majętność albo gotowiznę, wielgąli małąli, włożyć musi, chyba iżby żona albo dzieci dorosłe nie zezwalały, tedy im połowicę zostawują, a połowicę kładzie w taką społeczność, aby był z nimi prawdziwy społecznik, biorąc za takowem swem mniemaniem, pismo z Dziejów Apostolskich i z onych słów Jezusowych w Marku i Mateuszu: idź a przedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim, chceszli być doskonałym. Nie rozdając przedsię oni ubogim, ale w skarb chowając co im da kto przyjdzie.


Z tej ich społeczności, jeśli się komu nie podoba po przyjęciu jej, nie nazbyt im wolno odejć, a jeśli odchodzi, tedy onego, co tam wniósł, nic mu nie wracają. A na koniec i żony i tej mu nie wydadzą, aż od ich pana przyciśnieni będą gwałtownie.


W tej to społeczności, oprócz tego co kto wniesie, sto, albo kielka, albo i kielka tysięcy, ponieważ wszyscy robią, a żadnemu próżnować nie dopuszczą, tedy podobieństwo niemałe, że wielka majętność być musi między niemi, gdyż oniż co robią, telko sami żywą z tego, a obcemu od ich społeczności ani ubogiemu żadnemu, ani bogatemu nic nie dadzą. Bo mając stada bydł i owiec, imiona i winnice, młyny i folwarki pańskie, z trzeciej części wzimając wszędzie, z których potrzeby ku żywności zbierają. Nadto iż rzadko barzo albo żadny się nie trefi, któryby do nich z rękami próżnemi przyszedł. A iż wzdy każdy robiąc zarobi więcej nizli kto co zje i wypije (zwłaszcza że nędznie lud chowają, co sponmię niżej), pysznych ubiorów nie nosząc, ani marnie trawiąc, pewnie że w miechu albo w skarbie siła zostać musi.


O żywności, którą dają ludowi pospolitemu oprócz swej kuchni tłustej i dostatniej, tak wiedz od tych, któreśmy tam słali do nich mężów Boga się bojących, iż nędznie lud pospolity a nazbyt chowają, polewką z wody krom masła, albo innego okraszenia, wieprzową nogę albo kurzą w nię włożywszy telko karmią, piwa nie dawają, ale wodą poją telko. A sami dostatnie rybami i mięsem brzuchy swe natykają, i winem nalewają. A w robocie ludowi nędzne odpoczynienie dają, czytania pisma nie dopuszczają, którzy mają godność tę w sobie od Boga. Sumnienia ludowi robotą tak zawiązali, iż u nich tem więcej doskonalsza reguła, kto więcej zrobi, jakoby u Turków, kto więcej Gawrów pobije. A wzdy on lud ubogi, tak obciążony, czyni to z takową pokorą i poddaństwem, by i żywota robiąc ostradać, który w nieumiejętności trzymają. Świniom i owcom i bydłu innemu tedy ścianami chlewy sprzegradzali. Z wielkim porządkiem w gospodarstwie wszystko czyniąc. A gdzie z żonami legają, telko płótnem przecienili albo obsłonili. Dzieci skoro matki od piersi odprawią, innym niewiastom zlecają, których dla nędznej żywności i głodu prawie siła umiera, tak iż drugiego choć zdrowego, leda wiatr by powalił.


Inne porządki za jaką sprawą radszy obłudy niźli pobożności pilne są, bo do swych gmachów osobnych jako wielki Turek do pokoju swego żadnemu wstąpić nie dopuszczą, chyba tym, które już na jakie gradus postawili, jako i Franciszkowie, Bernardyni i inni mnisi w rzymskiej sekcie czynią. Nad naszą bracią, gdy u nich mieszkali kilka dni, sprawę z nimi mając wszędy przystawy by nad tatarskim posłem mieli. Drzwi, okienek w każdym kącie pełno, w podeźrzeniu mając, aby na jawią takie ich obłudne sprawy nie wychodziły.


Która społeczność ich nie jest wedle sznuru słowa bożego, ani jest ona apostolska jerozolimska, którą się oni szczycą, pokażę to jasnemi dowody z słowa bożego innym dla przestrogi, a im dla zawstydzenia, aby się obaczyli i Bogu chwałę radszy potem dali.


Naprzód w tem, iż powiedają , kto dom, rolę, imienie albo pieniądze ma, a do takowej ich społeczności się nie wniesie, nie może być zbawion, a jest poganin, a nie krześcjanin. Tedy to przewrotnie sądzą a na obłudzie ten argument zasadzili, co tak pokazuję. Albowiem oni, to co innym każą opuszczać i przedawać, biorą, a to co słowem bożem zganić chcą, aby nikt z Jezusowych prawdziwych sektatorów nie trzymał albo imienia, albo domu, albo własnej rzeczy nie miał, sami trzymają i tem się parają, czem nie chcą aby się inni parali, życząc radszy sobie tego kłopotu i starania o cudzą majętność, a iżby nią szafowali dobrze używając, a inne głodem morząc, niżliby miał każdy szafować czem, coby zarobił. I wolą sami tę miłość pokazować udawać komu, niżliby miał każdy z tego coby zarobił, albo z majętności miał udzielać ubogim, jako Paweł Corinthi nauczał w liście swym.
[...]

Wyniki obserwacji delegacji polskich antytrynitarzy, która zimą 1569/79 r. odwiedziła wspólnotę osiadłych na morawach anabaptystów niemieckich.

Tekst na podstawie wydania opracowania Jana Karłowicza z 1887 r.  Traktat przeciwko komunistom morawskim z roku około 1569 z rękopisu lejdejskiego.

Traktat przeciwko komunistom morawskim